Burzliwa majówka

Dolina Wieprza

Zagubiona wioska...

Bliżów - Bondyrz. Czasem słońce, czasem deszcz...

Burzliwa pogoda. Meteorolodzy zapowiadają przelotne, intensywne opady na południowym wschodzie. Temperatura... Też mi nowina!!! Jedyny luźniejszy dzień w tygodniu, plany na wędrówki ambitne, a pogoda paskudna. To zapowiedź z telewizji. Zobaczę co w radiu - pomyślałem. Burzliwa pogoda. Meteorolo... No nie! Dzieciaki z teściową. Ukochany portier u fryzjera, a ja w domu? Nic z tego. Albo ja Ciebie, albo Ty mnie!

Plan w głowie miałem już ułożony. Mała pętelka na trasie Bliżów - Bondyrz - Bliżów. Szybkie pakowanie plecaka, jakiś napój, trzy batony... W drogę.

Pochmurno i parno. Droga Zamość - Krasnobród zakorkowana. W końcu remont. Po ponad - o zgrozo - trzydziestu minutach jestem na miejscu. Zaczynam od bliżowskiej "malowanej chaty". Podążam zielonym szlakiem w kierunku południowym. Słoneczko zaczyna nieśmiało przebijać się przez chmury. Więc ja Ciebie - pogodo!!!

Przecudne zapachy, śpiewające ptaki, kojąca zieleń. W maju, w lesie, na Roztoczu - niezapomniane chwile. Kilkadziesiąt minut relaksującego, leśnego spaceru i docieram w okolice Kotulej Góry tuż przy wsi Bondyrz. Panorama Doliny Wieprza zaspokaja nawet najbardziej wybredne gusta. Tylko te chmury. Hmm... Czyżby Ty mnie? Zaczynam się niepokoić.

Stromym zejściem dostałem się do Bondyrza w okolice starego młyna i uwaga: łaźni wiejskiej. Łaźnia ta służyła okolicznym mieszkańcom i pracownikom tutejszej fabryki mebli. Cena? 1 grosz. "Instytucja" działała w latach 1928 - 40. Obecnie ostatnia łaźnia wiejska na Zamojszczyźnie przypomina stertę gruzu. Szkoda.

Ruszam dalej. Dochodzę do głównej drogi Zwierzyniec - Kaczórki. W miejscu tym pozostawiam zielony szlak i kieruję się na wschód. Kap, kap... Chlup!!! Leje! Schronienie znajduję tuż obok kościółka w miejscu przypominającym przystanek PKS-u. Kwadrans na batonika i chwila refleksji o pogodzie - nie dam się!

Już po deszczu. Wychodzi słonko. Uratowany! Do zakończenia pętelki jeszcze przecież z 5 - 6 kilometrów. Skręcam w lewo w kierunku tartaku i udaję się do wioski Trzepieciny, na czerwony, partyzancki szlak. Biegnie tędy również stary gościniec, mający swego czasu istotne znaczenie strategiczne i handlowe. To tędy, niepocieszone fiaskiem oblężenia twierdzy Zamość, wojska szwedzkie zmierzały do Lwowa. I właśnie tutaj, pod dowództwem Karola Gustawa, doznały kolejnej porażki. A wszystko za sprawą podjazdów hetmana Czarnieckiego, które "przetrzepały"" im skórę. Czy od tego wydarzenia pochodzi nazwa wioski - Trzepieciny?

No, ale w drogę. Przecież znowu pada! Czerwony szlak mknie lasem do Kolonii Bondyrz. Ach, jak tu sielsko. Zagubiona pośród roztoczańskich wzgórz, pól i lasów miejscowość sprawia niesamowite wrażenie. Cisza, spokój. Szlak zarośnięty, że bez mapy i kompasu ani rusz, tylko miedza kreśli ślad wędrówki. Roztocze znowu zadziwia...

Do Bliżowa coraz bliżej. Widzę, że nie tylko mi się spieszy. Ta chmurka nademną najwyraźniej mnie nie lubi. Ja ją, czy ona mnie? To już nie istotne. Szybki rzut oka na te cudne wzgórza, tutejszy, nieczynny kamieniołom i jestem w samochodzie. A pogoda? A pies jej...

Arkadiusz Parchowski